top of page
Szukaj

Bliskość mimo różnic



Czy masz miejsce, gdzie różnice przestają być przepaścią?



Wiele konfliktów, kryzysów i zerwanych relacji nie zaczyna się od zła. Zaczyna się od różnicy.

Innego tempa. Innej wrażliwości. Innego sposobu myślenia. Innego języka emocji.


A potem bardzo szybko ta różnica zamienia się w coś groźnego. W przepaść.



Kiedy różnica staje się zagrożeniem



Dla wielu z nas różnica oznacza napięcie.

Jeśli ktoś czuje inaczej niż ja, to może mnie nie rozumie.

Jeśli widzi świat inaczej, to może mnie unieważnia.

Jeśli reaguje inaczej, to może jest przeciwko mnie.


Tak rodzi się potrzeba ujednolicania. Albo dominacji. Albo wycofania.



Zaczynamy mówić:

„Nie dogadamy się”.

„On jest jakiś”.

„Ona przesadza”.

„Z nim się nie da”.


I choć brzmi to jak opis drugiej osoby, bardzo często jest to opis naszego braku bezpiecznego miejsca na różnicę.



Jedność to nie to samo co jednakowość



Jednym z najczęstszych nieporozumień w relacjach jest przekonanie, że bliskość oznacza podobieństwo.

Że żeby być razem, trzeba myśleć podobnie, czuć podobnie i reagować podobnie.


To nieprawda.


Prawdziwa jedność nie polega na ujednoliceniu.

Polega na relacji między różnymi.


To moment, w którym mogę powiedzieć:

„Widzę, że jesteś inny – i nadal mogę być z Tobą”.



Skąd bierze się lęk przed różnicą?



Bardzo często z doświadczeń, w których różnica oznaczała karę, odrzucenie albo samotność.


Jeśli jako dziecko:

– trzeba było dopasować się, żeby być kochanym

– emocje były „za duże” albo „niewłaściwe”

– odmienne zdanie było odbierane jako atak


to w dorosłym życiu różnica może automatycznie uruchamiać lęk.


Nie przed drugim człowiekiem.

Przed utratą relacji.


Wtedy zamiast dialogu pojawia się walka, zamknięcie albo ucieczka.



Relacja jako przestrzeń, a nie pole bitwy



Zdrowa relacja nie polega na tym, że wszystko jest zgodne.

Polega na tym, że jest miejsce na niezgodę.


Miejsce, w którym można:

– nie rozumieć od razu

– zadawać pytania

– być w procesie

– nie mieć gotowych odpowiedzi


To właśnie w takiej przestrzeni różnice przestają być przepaścią, a zaczynają być mostem. Czymś, co poszerza, a nie dzieli.



Terapia jako bezpieczne miejsce na różnice



W terapii bardzo często pracujemy nie nad „problemem”, ale nad zdolnością bycia w relacji z tym, co inne – w sobie i w drugim człowieku.


Pacjent uczy się:

– że nie musi mieć racji, żeby być ważny

– że może czuć inaczej niż inni

– że różne części jego samego nie muszą się zwalczać


To doświadczenie bycia przyjętym bez konieczności ujednolicania jest często głęboko leczące. Bo pokazuje, że relacja nie rozpada się od różnicy. Rozpada się od braku miejsca na nią.



Pytanie, które warto sobie zadać



Nie brzmi:

„Czy różnimy się za bardzo?”


Ale:

„Czy mamy przestrzeń, w której różnica nie oznacza zagrożenia?”


Bo jeśli taka przestrzeń istnieje, można się nie zgadzać.

Można się różnić.

Można się uczyć siebie nawzajem.


Jeśli jej nie ma – nawet najmniejsza różnica może stać się przepaścią.

 
 
 

Komentarze


bottom of page